środa, 12 września 2012

PIerwszy raz na wolności,,,

W niedzielę pojechaliśmy do lasu. Pańciowie coś tam gadali o jakichś grzybach cokolwiek to jest;-) Mieli je obcinać scyzorykiem i ładować do torebki. A co dalej? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale i mi nie dane było się dowiedzieć, bo jak byliśmy w lesie to grzyby chyba już poszły do domu. W każdym razie się z nimi minęliśmy;-) bo ich już nie było. 
Ale i tak było fajnie. Na początku byłem taki trochę w szoku, bo tam tyle drzew do obsikania, zapachów dziwnych do wąchania i głosów różnych do słuchania:-) ale potem się trochę przyzwyczaiłem. Widziałem dużo więcej rzeczy niż oni. W końcu ma się ten super wzrok psa myśliwskiego:-))) Zagapiałem się w jeden punkcik i szpanowałem myśliwskimi pozami:-), a Oni dyskutowali sobie. Najpierw szukali uparcie tych niby grzybów, a potem zastanawiali się czy wystarczająco ich kocham, żeby sobie na wolności pobiegać:-))
Długo się zastanawiali i w końcu mi trochę zaufali na pełnej wrzosów polanie:-) Ale tam było cuuudnie:-)  Zrobiłem normalnie z 10 kółek i się zadyszałem. kondycję to ja mam, ale póki co jeszcze trochę do kitu:-))) Starałem się cały czas mieć Pańciów w zasięgu wzroku, ale oni się pilnowali mnie chyba jeszcze bardziej niż ja ich. ;-) Po szaleństwach w lesie wróciłem z czarnymi nogami, ale to już wiecie ;-P











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz